Przed pięćdziesięciu laty 7 grudnia 1970-ego roku ówczesny kanclerz Niemiec Willy Brandt przyjechał do Warszawy aby nawiązać stosunki dyplomatyczne z Polską.
Sytuacja w Polsce była wówczas niezwykle napięta.
Zaledwie tydzień później 14 grudnia 1970 miała wybuchnąć w Gdańsku i Gdyni wywołana podwyżką cen mięsa tuż przed świętami Bożego Narodzenia rewolta przeciwko władzy PRL, która oficjalnie kosztowała życie kilkudziecięciu ludzi a już 20-ego grudnia doszło do upadku I Sekretarza PZPR Gomółki i przejęcia władzy w PZPR przez Edwarda Gierka.
Podczas składania wieńców pod pomnikiem bohaterów narodu gospodarzy Kanclerz Willy Brandt upadł na kolana. Można powiedzieć, że powalił go ciężar odpowiedzialności niemieckiej wobec Polaków. Jak później mówił Willy Bradt był to gest całkowicie spontaniczny, nie planowany. Zaskoczył on nawet jego najbliższego zaufanego współpracownika Egona Bahra.
Podpisano wówczas dokument o przedziwnej nazwie: Układ o podstawach normalizacji stosunków wzajemnych. Nie o normalizacji albo dobrym sąsiedztwie i współpracy ale o podstawach normalizacji. Tak daleka była wówczas droga od leżącej dopiero 25 lat w przeszłości straszliwej wojny i okupacji do pokoju i współpracy.Był to jednak pierwszy krok w budowaniu przyszłości polsko-niemieckiej.
Wówczas jedynym prawnym reprezentantem Niemiec było dla PRL NRD.
Od 7-ego grudnia Polska uznawała dwa państwa niemieckie. Także spadkobiercę III Rzeszy, RFN, państwo które poczuwało się do opowiedzialniości za przeszłość Niemiec.
Nie było wtedy innego pomnika przed którym mógł paść na kolana kanclerz Niemiec, aby uczcić pamięć polskich ofiar niemieckiego terroru wojny i okupacji. Przedstawiciele Polski i RFN złożyli już wieńce przed Pomnikiem nieznanego żołnierza. Ale Willy Brandt chciał zrobić jeszcze jeden wyjątkowy gest.
Jedynym pomnikiem bohaterów narodu polskiego pod którym mógł on złożyć w Warszawie wieniec był pomnik bohaterów powstania w Getcie Warszawskim.
Warto pamiętać, że wówczas w Polsce nie można było czcić pamięci Powstańców Warszawskich.
PRL była państwem z łaski sowietów.
Pamięć o Powstaniu Warszawskim czy o Katyniu była w PRL zakazana, gdyż w obu wypadkach zbrodni dokonali sowieci albo masakrze bezczynnie się przyglądali, co zdarzyło się w Warszawie, w której w sierpniu 1944-ego roku trwało powstanie i szalał okupant niemiecki, gdy o rzut kamieniem dalej, za Wisłą stała bezczynnie sowiecka armia przyglądając się polskiej tragedii.
Pomnik Powstania Warszawskiego miał zostać odsłonięty dopiero prawie 30 lat później w roku 1989 po uwolnieniu się Polski spod sowieckiej kurateli.
Dla Brandta nie było wątpliwości czyją pamięć on czci:
Polskich ofiar niemieckiej wojny i okupacji 1939-1945.
Może i za ten gest dostał on rok później pokojową nagrodę Nobla?
Co z tego rozumieją dzisiaj po 50 ciu latach Niemcy?
Niewiele jeśli nie nic.
Szefowa partii Linke , która jest następczynią partii SED, która rządziła NRD do jej upadku, pani Katja Kipping powiedziała 7 grudnia 2020 w telewizji niemieckiej, że Brand uczcił wówczas pamięć ofiar holocaustu. Ofiar holocaustu?
Podobnie relacjonowali rocznicę komentatorzy niemieckich dzienników.
Tyle rozumie dzisiaj z odpowiedzialności Niemiec za drugą wojnę światową w Polsce niemiecka lewica czyli establishment. Lub tyle chce rozumieć.
To symptomatyczne: Polska jest w oczach niemieckiej klasy politycznej nadal miejscem zbrodni na żydach, holocaustu. Miejsca dla Polaków jako narodu na którym Niemcy popełnili podobną zbrodnię jak na żydach w świadomości historycznej Niemców wciąż nie ma.
Czy te 50 lat , które upłynęły od momentu w którym kanclerz Willy Brandt uczcił pamięć polskich ofiar drugiej wojny światowej i okupacji coś zmieniły w kwestii odszkodowań dla Polskii Polaków?
Niewiele. Dalej robi się politykę pięknych gestów. Na przykład Bundestag w tym roku zdecydował o zbudowaniu w eksponowanym miejscu w Berlinie pomnika polskich ofiar II wojny światowej.
Kolejny, jakże piękny gest, który nic nie kosztuje.
Gdy przed 50 lat kanclerz Niemiec upadł na kolana można było mieć nadzieję , że i Polacy szybko otrzymają za swoje straty odszkodowania finansowe a zbrodniarze , którzy urządzali masakry na Polakach zostaną wreszcie pod kanclerzem antyfaszystą i socjaldemokratą przykładnie ukarani.
Wtedy w roku 1970 większość moderców Polaków miała 45 do 55 lat. Byli to ludzie dosyć młodzi i był to właściwy czas aby winni otrzymali karę i sprawa odszkodowań dla Polaków mogła się posunąć do przodu.
Nic takiego nie nastąpiło. Zbrodniarzy nie ukarano a do chwili obecnej państwo niemieckie unika odpowiedzialności przed polskimi spadkobiercami ofiar kryjąc się przed roszczeniami cywilnymi Polaków za instytucją immunitetu państwowego. Ta okazja rozliczenia się z przeszłością i otwarcia nowej karty historii polsko-niemieckiej została stracona.
Miliardy zapłacone za to zostały już przed ponad półwieczem państwu Izrael, które reklamuje dla siebie prawo do reprezentowania także obywateli polskich wiary mojżeszowej, którzy stali się ofiarami drugiej wojny światowej.
Co zaoferował wówczas Brandt Polakom?
Akceptację granicy na Odrze i Nysie jako swego rodzaju odszkodowania za zbrodnie na Polakach i współpracę w przyszłości na warunkach partnerskich.
To nie mało, ale za mało.
Mieszkałem wtedy w Gdańsku. Po roku 1970 ruszyły w tym mieście wreszcie inwestycje. Do wizyty kanclerza Brandta PRL była przekonana, że tereny niemieckie będzie musiała kiedyś zwrócić.
Od wizyty Brandta Polacy zaczęli się czuć na terenach poniemieckich u siebie.
Zapytany wówczas o odszkodowania finansowe, dla żyjących polskich świadków wydarzeń, ofiar i rodzin ofiar powiedział , że nie mógłby tego wytłumaczyć niemieckiej opinii publicznej. Brandt był realistą. Wiedział że Niemcy murem stali za Hitlerem. Denazyfikacja była tylko symboliczna. W rzeczywistości jakby jej nie było. Z milionów aktywnie działających na rzecz III Rzeszy poświęcono kilkadziesiąt, może kilkaset osób.
Chodziło w denazyfikacji o to, żeby jak najszybciej i jak najmniejszymi kosztami ludzkimi przejść nad tym co było do porządku dziennego i zapomnieć. Nie zmieniając zresztą sympatii i antypatii.
Większość społeczeństwa niemieckiego , także towarzysze partyjni Brandta mieli przecież za sobą epizod flirtu czy romansu z hitleryzmem a stara miłość nie rdzewieje. . Niemcy wówczas w dalszym ciągu wypierali się tego , że masowo popierali Hitlera
Obecnie w roku 2020 nie możemy już ukarać sprawców masakr na Polakach. Wszyscy, którzy bezpośrednio uczestniczyli w zbrodniach stoją dziś nad grobem, jeśli już nie umarli. Ówcześni niemieccy 17-to latkowie, którzy służyli w latach 1944 i 1945 w Polsce są aktualnie pod 90-kę.
Powiedzmy to wprost: Niemieckim sprawcom z tamtych czasów udało się przy pomocy państwa RFN uniknąć kary.
Tylko z niemieckich rąk zginęły ponad trzy miliony etnicznych Polaków. Niemcom należy o tym ciągle przypominać.
Na nieco ponad 1600 dni niemieckiej okupacji w Polsce oznacza to , że około dwa tysiące Polaków dziennie traciło życie. Dwanaście airbusów A 320 dziennie pełnych Polaków rozbijających się o ziemię przez tysiąc sześćset dni. Dwa World Trade Center pełne Polaków zrównane z ziemią raz na trzy dni przez tysiąc sześćset dni. To jest ta niewyobrażalna skala zbrodni.
Cóż to jest jak nie zbrodnia ludobójstwa i holocaust na Polakach. Jakie inne słowa można na to znaleźć?
Myśmy policzyli ile minimalnie należałoby zapłacić dzisiaj za te życia. Około biliona US dolarów. Nie jest to wcale suma bajońska i uwzględnia tylko rozsądne odszkodowania za zniszczone polskie życia.
Niemcy stać na to.
W samym tylko KL Auschwitz straciło życie minimum 75.000 Polaków.
Nieukaranie winnych zbrodni na Polakach i ich państwie i nie zapłacenie odszkodowań w ciągu pięćdziesięciu lat utrzymywania stosunków dyplomatycznych Niemiec i Polski do dzisiejszego dnia to hańba, którą Niemcy dodali do zbrodni lat 1939-45 dokonanej na Polsce i Polakach.
Ale okupacja Polski był to również zwyczajny wyzysk i rabunek. Majątki zrabowane w Polsce i na Polakach pozostały i zostały przekazane w spadku nowym generacjom Niemców. Był to wówczas masowy biznes.
Także dlatego Niemcy kochali Hitlera. Umożliwił on masom szybkie wzbogacenie się. Jednak nie tylko majątki się dziedziczy ale także za długi i przewiny przejmuje się odpowiedzialność.
Warunkiem pojednania jest wyrównanie szkód ofiarom i ich rodzinom.
Najwyższy czas aby władze niemieckie wreszcie przedstawiły Polsce i Polakom propozycję jak chcą ich odszkodować za śmierci , zniszczenia i rabunek lat 1939-45. Na to nigdy nie jest za późno. Jeśli już nie można ukarać sprawców to należy zapłacić spadkobiercom ofiar za straty i zacząć razem patrzeć w przyszłość.
My sami jako Polacy mamy także w rękach skuteczną możliwość działania.
Od trzech lat, od roku 2017 czeka na rozpatrzenie w Trybunale Konstytucyjnym wniosek posłów PiS uznający obejmowanie immunitetem państwowym zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach za niezgodny z konstytucją. Jeśli Niemcy nie chcą zrobić żadnego innego konkretnego kroku aby odszkodować spadkobierców ofiar możemy umożliwić rozpatrywanie przez polskie sądy skarg spadkobierców ofiar przeciwko państwu niemieckiemu. Ta droga umożliwi dochodzenie odszkodowań od Niemiec aż tak zatroskanych o praworządność w Polsce także przed sądami europejskimi.
Z tego miejsca chciałbym zapytać panią Julię Przyłębską prezesa Trybunału Konstytucyjnego , kiedy Trybunał uzna te przepisy za niekonstytucyjne aby Polacy mogli wreszcie cywilnie dochodzić odszkodowań od państwa niemieckiego?
Nie ma na co czekać.
Czas padania przez Niemców na kolana, ukrywania się za pięknymi gestami i opracowaniami historyków dobiegł końca.
Za to, co się w Polsce zrobiło trzeba wreszcie także Polakom zapłacić.
Jestem pewien, że gdyby Willy Brandt dzisiaj żył podjąłby decyzję zpłacenia odszkodowań dla rodzin polskich ofiar niemieckiej okupacji.
