Antypolski fake na łamach „die Welt“ z 3 marca 2018

Fake news –  to jak pisze Wikipedia  forma przekazywania informacji, która opiera się na celowej dezinformacji lub oszustwie, rozprzestrzeniana poprzez drukowane i nadawcze serwisy informacyjne, media elektroniczne czy serwisy społecznościowe. Informacje te są pisane i publikowane w celu wprowadzenia w błąd, albo w celu uzyskania finansowych lub politycznych korzyści. Często stosują chwytliwe nagłówki w celu zwrócenia możliwie dużej uwagi czytelnikow.

Takim fake news-em jest artykuł Svena Felixa Kellerhoffa, opublikowany  na łamach springerowskiego dziennika „die Welt“  w którym Kellerhoff kieruje działem historii, w wydaniu internetowym z dnia   03.marca tego roku pod krzykliwym  kłamliwym tytułem
„Jedwabne 1941-Pogrom o który Polska zabrania pytać” ( Jedwabne 1941- Das Pogrom , zu dem Polen alle Fragen verbietet)

Chodzi tutaj o pogrom w Jedwabnie w międzyczasie chyba najlepiej zbadany pogrom  z szeregu rzezi do których doszło  po ataku Niemiec na Związak Sowiecki 10-ego lipca 1941 roku  na do niedawna okupowanych przez Sowiety terenach Polski wschodniej.

Artykuł ten opatrzony został  kłamliwym zdjęciem , które nie ma nic wspólnego z Jedwabnem.

Zdjęcie masakry na Zydach z niemieckimi żołnierzami w tle, w niewiadomym miejscu na terenach okupowanych zamieszczone przez „die Welt“ aby zilustrować pogrom w Jedwabnem

Zdjęcie to pokazuje  masowy mord dokonany przez Niemców, niewiadomo gdzie na teranach przez Niemców okupowanych, czy na Litwie w Kownie czy też we Lwowie. Ale w tym kłamliwym tytule i w tym kłamliwym zdjęciu jest metoda. Tutaj nie chodzi o prawdę  o produkcję prawdy historycznej. Tutaj chodzi o  stworzenie emocji antypolskich, połączenie oburzającego zdjęcia z Polską , zasugerowanie że  nowelizacja ustawy o IPN w Polsce skierowana jest przeciwko prawdzie historycznej o drugiej wojnie światowej i zasugerowanie niemieckim czytelnikom, że za pogromy w Polsce wschodniej odpowiadają Polacy, którzy mają coś do ukrycia.

Tymczasem w ciągu ostatnich prawie dwudziestu lat , które upłynęły  już od  opublikowania przez  Jana Tomasza Grossa w roku 2000 książki „Sąsiedzi”  która poświęcona jest zbrodni w Jedwabnem  Polski   Instytut Pamięci Narodowej i szereg  historyków  poświęciło wiele uwagi sprawie pogromów dokonanych  przez Polaków na Zydach  w czerwcu i lipcu  1941 roku po wkroczeniu Wehrmachtu na  okupowane przez Związek Sowiecki tereny wschodniej  II RP

W ciągu ostatnich prawie dwudziestu lat polscy  i niemieccy historycy przeprowadzili wiele badań zajmujących się genezą wybuchu tych  pogromów oraz ich  przebiegiem, technologią mordowania i upodlania żydowskich sąsiadów w małych miasteczkach wschodniej Polski. Zbadano kilkadziesiąt pogromów.  Znaleziono sprawców i świadków.Zdaniem Kellerhoffa dokonana ostatnio  nowelizacja ustawy o IPN uniemożliwi  zajmowanie się tym tematem. Jednak to tylko pogląd Kellerhoffa. Skąd on wie, jak będą reagować niezależni sędziowie i sędziny w Polsce? Przyszłość pokaże czy tak się stanie, że będą oni metodami prawnymi utrudniać badanie prawdy.
Moim zdaniem  sędzowie wykażą się zdrowym rozsądkiem i  wypracują techniki rozróżniania  tekstów pisanych w dobrej wierze na temat  historii ówczesnej wschodniej Polski od tekstów których jedynym celem jest zniesławianie Polski i Polaków i pomniejszenia roli Niemców w Holocauście.
Naszym zdaniem nowelizacja ustawy o IPN wprowadziła potrzebną   penalizację fake news-ów  które  obciążają  Polskę i Polaków  niesłusznymi zarzutami i pomniejszają odpowiedzialność Niemców za ludobójstwo na Zydach poprzez  jego relatywizowanie.
Polska bada zbrodnie przeciwko ludzkości  dokonane podczas  drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu  w Polsce, szuka sprawców i ofiar zbrodni, niezależnie od ich narodowości. Pan Kellerhoff nie powinien się  martwić o postępy polskiej historiografii. Powinien się martwić, gdyż  Jego tekst jest być może  czynem zakazanem zarówno przez prawo polskie jak i przez art.130 Pkt 3.niemieckiego kodeksu karnego.

Gross wprawdzie napisał książkę zionącą nienawścią do Polaków ale dzięki tej jakże stronniczej książce w Polsce rozpoczął się proces badania zbrodni  na Zydach, które zostały dokonane także rękami polskimi.  W latach powojennych do czasów  Grossa Polacy byli w polskiej historiografii drugiej wojny światowej albo bohaterami albo  ofiarami. Tymczasem część z nich to byli także sprawcy, którzy wykorzystując okazję, którą stworzyli  Niemcy  rozgrywali swoje porachunki z Zydami. Jednak nigdy, nawet dopuszczając się zbrodni  masowych Polacy  nie byli częścią holocaustu przemysłowo zorganizowanego unicestwiania  narodu żydowskiego  zorganizowanego przez Niemców pod kierownictwem Hitlera. Polacy nie zorganizowali ani własnych oddziałów SS, ani batalionów  i oddziałów wartowniczych w obozach zniszczenia, ani własnych obozów koncentracyjnych czym zhańbiły się inne narody. Jako jedyni zorganizowali poprzez swoje państwo podziemne struktury służące ratowaniu Zydów (Akcja Zegota) i wymiar sprawiedliwości wydający i wykonywujący wyroki  za kolaborację z okupantami.
Jako że tekst Kellerhoffa najwyraźniej służy  klienteli, która chce wmówić światu, że nie tylko Niemcy są odpowiedzialni za holocaust  na ten temat  nie znajduje się u niego  dosłownie nic.

 

W tym kilkustronicowym tekście poświęconym pogromom w  czasie krótkich kilku tygodni , w których na  opuszczonych przez okupantów sowieckich terenach, które zajął okupant niemiecki   doszło do wybuchów nienawiści przeciwko Zydom Polacy działają  wyłącznie jako  zionący antysemtizmem mordercy. Nie ma tam ani słowa na temat  tych innych Polaków którzy uratowali  przed holocaustem kilkaset tysięcy  żydowskich sąsiadów , od 10 do 15 % żydów zamieszkujących Polskę w roku 1939.Nie ma ani słowa na temat tego , że wśród Sprawiedliwych wśród Narodów świata  w izraelskim instytucie Yad Vashen najwięcej jest Polaków.

Nie ma tam ani słowa na temat tego jaka sytuacja psychologiczna  panowała w przededniu  zaatakowania przez Niemcy  Sowietów na terenie ówczesnej Polski wschodniej, którą  nowa sowiecka  władza terroryzowała od prawie dwóch lat.  Na  okupowanycch przez Związek Sowiecki  terenach Polski wschodniej  panowało wówczas  piekło. Na skutek polityki sowieckiej doszło do niesamowitego wzrostu  uczuć negatywnych w społeczeństwie polskim,nienawiści, pragnienia zemsty i odwetu  za  cierpienia i upokorzenia. Uczucia te kierowały się przede wszystko przeciwko  swieckiemu okupantowi, urzędnikom pracującym dla nowej władzy  ale też przeciwko jego pomocnikom, kolaborantom  , niezależnie od ich narodowości czy wyznania. Nastąpił też wzrost nienawiści do Zydów, którzy przez   ludność nieżydowską powszechnie byi uważani za szczególnie uprzywilejowaną  przez sowjetów grupę.

Po wejściu wojsk niemieckich na te tereny  władze niemieckie w Berlinie  otrzymały raporty  od swoich służb o  silnym wzroście  wśród Polaków  nastrojów agresji  i gotowości do  pogromów  i czystek wobec wszystkich których uważano za pomocników władzy sowieckiej.

I tak 29 czerwca 1941  szefowie oddziałów specjalnych SS, których zadaniem było dokonywanie mordów masowych   w województwie Białostockim , w którym leżało prze wojną Jedwabne, Arthur Nebe, Otto Ohlendorf, Otto Rasch i Franz Walter  Stahlecker otrzymali od szefa Głównego Urzędu bezpieczeństwa Rzeszy  i i SD Reinharda Heydricha depeszę w której  Heydrich napisał:

„Nie należy przeszkadzać w akcjach „samoczyszczenia” (jak nazywał on rzezie i pogromy –przyp. WZ) środowiskom  antykomunistycznym i antyżydowskim  na terenach, które zajęliśmy. Wręcz przeciwnie,akcje takie mają być inicjowane, wspierane  i jeśli trzeba kierowane na właściwe tory  jednak bez pozostawiania śladów, tak żeby lokalne  kręgi przeprowadzające  te akcje nie mogły się później powoływać na instrukcje czy polityczne gwarancje.”

(Zródło, Katrin Stoll, „die Herstellung der Wahrheit” Dysertacja na temat procesów karnych byłych   członków SS w okręgu Białystok. Wydawnictwo Walter de Gruyter Berlin  i Boston 2012)

Oczywiście do dokumentów takich jak ten, pokazujących  sprawstwo kierownicze  Niemców Kellerhoff nie dotarł, a jeśli dotarł to nam ich  nie ujawnił, gdyż wyszłoby na to , że polscy sprawcy byli manipulowani.
Niemcy ,  członkowie oddziałów specjalnych  obecni w czasie pogromu w Jedwabnie  pokazywani są  przez Kellerhoffa   jako statyści, niewiniątka, wręcz turyści fotografujący ciekawostki, którzy na rozwój wydarzeń nie mają wpływu.

Proszę jak skutecznie działają instrukcje Heydricha po 77 latach.

Trudniej o większe  pomniejszenie  roli Niemców przed i w czasie pogromów takich jak w Jedwabnem

Patrole niemieckie nie pojawiły się na terenach miasteczek   wschodniej Polski  bez powodu.

Zadaniem Niemców było przygotowanie pogromów i zmobilizowanie Polaków do akcji przeciwko żydowskim sąsiadom.  Wskazują na to  instrukcje działania dowództwa niemieckiego kierowane do  ich podwładnych. Wedle powszechnego przekonania badaczy  pogromy bez obecności niemieckich okupantów realizujących swoją politykę mordowania Zydów   byłyby na taką skalę niemożliwe.
Sprawstwo kierownicze jest jedną z form popełniania przestępstwa. Sprawca nie uczestniczy w wykonaniu przestępstwa jednak przez cały czas ma je pod kontrolą i może wpływać na jego wykonanie. Nie trzeba sobie brudzić rąk aby być sprawcą.
Wiemy że Niemcy  (sonderkomando SS)  byli w przededniu pogromu w Jedwabnie a może też przyglądali się wydarzeniom w dniu masakry. Mówi o tym dr. Krzysztof Persak  z IPN i Instytutu Studiów Politycznych PAN w wywiadzie z Tomaszem Wiścickim opublikowanym na stronie  muzeum historii Polski
Antysemityzm Polaków, Francuzów czy Węgrów jest znany historykom. Wiadomo jest , że we wschodniej Polsce antysemityzm przed drugą wojną światową był bardzo rozpowszechniony. To nic nowego.
I tam dochodziło do ekscesów i ofiar. Jednakże policja  państwa polskiego broniła bezpieczeństwa  także żydowskich obywateli Polski. Do zbrodni ludobójstwa na żydach  w II Rzeczypospolitej  nie dochodziło.

Struktury państwowe to uniemożliwiały. Do masowych zbrodni ludobójstwa na Zydach , w których brali udział Polacy zaczęlo dochodzić dopiero po  zniszczeniu państwa Polskiego przez Niemcy i  zainstalowaniu antyżydowskiego  reżimu  hitlerowskiego na terenie Polski. W związku z tym wyłączną odpowiedzialność za  to , że  dochodziło do  zbrodni  typowych dla  niemieckiego  antysemityzmu exterminacyjnego  w którym zaczęli na terenie Polski brać udział Polacy spada na administrację niemiecką, która gwarantowała polskim uczestnikom progromów bezpieczeństwo i zachęcała ich do działań rezygnując z ochrony bezpieczeństwa Zydów.

Jak pisze Daniel Jonah Goldhagen w swojej książce „Hitlers willige Vollstrecker. Ganz gewöhnliche Deutsche und der Holocaust“, wydawnictwo Bertelsmann  1996:
„Obojętnie jak silny był antysemityzm na przykład we Francji czy Polsce, antysymityzm w tych krajach jest bez znaczenia jeśli chcemy wyjaśnić  zbrodnię ludobójstwa dokonaną przez Niemców na Zydach.Dla wyjaśnienia holocaustu perspektywa porównująca  antysemityzm niemiecki z innymi  jest bez znaczenia. Równocześnie należy podkreślić, że  antysemityzm w żadnym innym europejskim kraju  nie posiadał wszystkich cech antysemityzmu niemieckiego,W gruncie rzeczy w żadnym europejskim kraju  nie było  antysemityzmu  o cechach zbliżonych do antysemityzmu niemieckiego. (s.490)

W rzeczywistości aparat terroru Trzeciej Rzeszy wiosną 41 roku  gdy kierownictwo Trzeciej Rzeszy jeszcze nie wiedziało do końca, że już niedługo  podejmie akcję wymordowania wszystkich Zydów  zaproponował po agresji na związek sowiecki działaczom   polskiego obozu narodowego  i antysemitom nieformalne przyłączenie się do niemieckiego   przedsiębiorstwa holocaust.

Wynagrodzeniem miało być niemiecka zgoda  na zagarnięcie  części majątku pożydowskiego oraz  niekaralność sprawców.

Oferta ta spotkała się z relatywnie zimnym przyjęciem polskich  narodowców.

Zdaniem  autora książki „ Miasta śmierci. Sąsiedzkie Pogromy żydów”  Mirosława Tryczyka  badacze uważają , że  grupa Polaków która dała się nakłonić przez Niemców   do akcji przeciwko  Zydom  w czasie drugiej wojny światowej   nie była mała. To 50.000 do 500.000 tysięcy osób.
Czy to dużo czy mało w skali całego narodu?

Gdy zważyć, że etniczni Polacy stanowili około 30 milionów mieszkańców Polski w roku 1939 ofertą  Niemców włączenia się  aktywnie do procesu  mordowania Zydów zainteresowało się nie więcej niż 2% populacji przy czym  powszechnym wówczas był stereotyp Zyd-Bolszewik, który skutecznie  spopularyzowany został przez prasę gadzinową w okupowanej Polsce.
Zdecydowana większość patriotów polskich  odmówiła współpracy z okupantem, która zresztą przez funkcjonujące państwo podziemne karana była śmiercią. Na Polakach , którzy zhańbili się  aktywnym uczestnictwem w mordowaniu Zydów polskie państwo podziemne wydawało wyroki śmierci, które zresztą wykonywało.

Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie może mówić o współudziale Polaków jako narodu  w Holocauście z powodów rasistowskich dokonanej przemysłowymi metodami eksterminacji Zydów.

Byli natomiast Polacy, którzy dali się  Niemcom zmanipulować i przyłożyli rękę do zbrodni, które współprzygotowywały niemieckie Einsatzgruppen  za objetnicę  bezkarności  i  udziału w podziale łupów a pewnie czasem  też z powodów ideologicznych.

Społeczeństwo Polskie odmówiło  w swojej masie przyłączenia się do eksterminacji Zydów Polskich pomimo tego , że były w nim tendencje  antysemickie i część patriotów polskich  uważało ,że  wszyscy, którzy pomagali bolszewikom obojętnie czy byli Zydami czy Polakami zasługują na śmierć.

Kellerhoff pomija nie pasujące do jego antypolskiej narracji fakty  egzekucji polskich kolaborantów  sowietów, do których też doszło w tych dniach w Jedwabnem.

Perfidność metody Kellerhoffa polega na tym , że rzuca on insynuacje  na wykonawców zbrodni podkreślając kilkakrotnie aby wbiło się to w głowy niemieckich czytelników, że wykonywali ją „polscy katolicy” pomniejszając rolę obecnych tam  Niemców jako inicjatorów mordów i sprawców kierowniczych.

Równocześnie ukrywa się on za przekonaniem , że  rzeczywisty przebieg wydarzeń po 77 latach jest nie do odtworzenia a relacje świadków są często diametralnie różne od siebie. Dlatego można bezkarnie pisać o Polakach co ślina na język przyniesie. Kellerhoff się myli.
Zarówno polscy jak niemieccy i żydowcy badacze zagłady wciąż odkrywają nowe  źródła historyczne, relacje świadków, dokumenty w archiwach.Ale tworzenie prawdy „Herstellung der Wahrheit”jak to nazywa Karin Stoll to ciężka praca. To nie jest tanie poszukiwanie sensacji i manipulowanie prawdą historyczną w celach osiągania doraźnej  korzyści politycznej  do czego ma skłonność Kellerhoff.
To dzięki relacji żydowskiej ofiary  pogromu w Jedwabnie, Szmula Wasersztejna w ogóle dowiedzieliśmy się o tym co się stało. To dzięki aktom zebranym w procesach przeciwko  byłym funkconariuszom SS w okręgu Białostockim wiemy, że  Szef  Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy  Heydrich wydał instrukcję jak inicjować i nadzorować pogromy nie pozostawiając śladów. To dzięku ustaleniom Daniela Jonaha Goldhagena wiemy czym różnił się jakościowo  exterministyczny antysemityzm  niemiecki od antysemityzmów w Polsce czy Francji, to dzięki opublikowanej w 2015 roku po pięciu latach badań książce Normana Ohlera (ur. 1970) „Der totale Rausch. Drogen im Dritten Reich”(Totalny odlot. Narkotyki w Trzeciej Rzeszy) wiemy jaką rolę w Trzeciej Rzeszy odrywał crystal meth, to dzięki  odkryciom Briana Marka Rigga wiemy jak  wielu Zydów służyło w Wehrmachcie aby przeżyć. Rigg przyjechał z Ameryki do Niemiec aby przeprowadzić w początku  nowego wieku wywiady  z żyjącymi jeszcze  wtedy żydowskimi żołnierzami Hitlera, które zresztą zakupione zostały na pniu przez niemieckie archiwum.
Musiał to zrobić Amerykanin, gdyż do początków nowego stulecia niemieckich badaczy  nie interesowało  z wiadomych powodów analizowanie niemieckich zbrodni na Zydach ani  dokumentacja  extermnacji Zydów przez niemieckich sprawców.
Dlatego też  tak niewiele mógł w czasie swoich studiów w Niemczech dowiedzieć się na temat holocaustu  studiujący w latach osiedziesiątych i dziewięćdziesiątych  ubiegłego wieku  historę w Niemczech ,  urodzony w roku 1971 Sven Felix  Kellerhoff pomimo, że wokół niego inni ludzie nawet bez studiów historycznych  potrafili powiększać wiedzę o Trzeciej Rzeszy.

Dzisiaj wiemy  dzięki nim dużo  więcej na temat technologii zbrodni  oraz  roli jej różnych uczestników na terenach okupowanych przez Niemców  w czasie drugiej wojny światowej.
Mamy źródła, mamy świetnych fachowców, którym nie można zarzucić stronniczości.
Dlatego tak oburzającym jest , że  poczytny dziennik die Welt zniża się do publikowanie nierzetelnego tekstu  nieczułego na problematykę  historyka na temat Polski i Polaków by obsługiwać neofaszytowskie stereotypy wedle których  odpowiedzialność za Holocaust spada też na Polaków i Polskę, która jego zdaniem chce fałszować historię a przynajmniej karać za pisanie prawdy.
Czy koncernu Springera, wydawcy die Welt,  nie stać na dobrze przygotowany od strony  badania źródeł tekst na tak drażliwy temat jak holocaust polskich Zydów w  roku 1941 na ziemiach  wschodniej Polski zajętych przez Niemców  po wycofaniu się okupantów sowieckich? Na pewno lepiej by było, gdyby „die Welt“ na ten temat, jako  pismo niemieckie, po prostu milczał zamiast dolewać oliwy do ognia.