Fake news – to jak pisze Wikipedia forma przekazywania informacji, która opiera się na celowej dezinformacji lub oszustwie, rozprzestrzeniana poprzez drukowane i nadawcze serwisy informacyjne, media elektroniczne czy serwisy społecznościowe. Informacje te są pisane i publikowane w celu wprowadzenia w błąd, albo w celu uzyskania finansowych lub politycznych korzyści. Często stosują chwytliwe nagłówki w celu zwrócenia możliwie dużej uwagi czytelnikow.
Takim fake news-em jest artykuł Svena Felixa Kellerhoffa, opublikowany na łamach springerowskiego dziennika „die Welt“ w którym Kellerhoff kieruje działem historii, w wydaniu internetowym z dnia 03.marca tego roku pod krzykliwym kłamliwym tytułem
„Jedwabne 1941-Pogrom o który Polska zabrania pytać” ( Jedwabne 1941- Das Pogrom , zu dem Polen alle Fragen verbietet)
Chodzi tutaj o pogrom w Jedwabnie w międzyczasie chyba najlepiej zbadany pogrom z szeregu rzezi do których doszło po ataku Niemiec na Związak Sowiecki 10-ego lipca 1941 roku na do niedawna okupowanych przez Sowiety terenach Polski wschodniej.
Artykuł ten opatrzony został kłamliwym zdjęciem , które nie ma nic wspólnego z Jedwabnem.

Zdjęcie to pokazuje masowy mord dokonany przez Niemców, niewiadomo gdzie na teranach przez Niemców okupowanych, czy na Litwie w Kownie czy też we Lwowie. Ale w tym kłamliwym tytule i w tym kłamliwym zdjęciu jest metoda. Tutaj nie chodzi o prawdę o produkcję prawdy historycznej. Tutaj chodzi o stworzenie emocji antypolskich, połączenie oburzającego zdjęcia z Polską , zasugerowanie że nowelizacja ustawy o IPN w Polsce skierowana jest przeciwko prawdzie historycznej o drugiej wojnie światowej i zasugerowanie niemieckim czytelnikom, że za pogromy w Polsce wschodniej odpowiadają Polacy, którzy mają coś do ukrycia.
Tymczasem w ciągu ostatnich prawie dwudziestu lat , które upłynęły już od opublikowania przez Jana Tomasza Grossa w roku 2000 książki „Sąsiedzi” która poświęcona jest zbrodni w Jedwabnem Polski Instytut Pamięci Narodowej i szereg historyków poświęciło wiele uwagi sprawie pogromów dokonanych przez Polaków na Zydach w czerwcu i lipcu 1941 roku po wkroczeniu Wehrmachtu na okupowane przez Związek Sowiecki tereny wschodniej II RP
W ciągu ostatnich prawie dwudziestu lat polscy i niemieccy historycy przeprowadzili wiele badań zajmujących się genezą wybuchu tych pogromów oraz ich przebiegiem, technologią mordowania i upodlania żydowskich sąsiadów w małych miasteczkach wschodniej Polski. Zbadano kilkadziesiąt pogromów. Znaleziono sprawców i świadków.Zdaniem Kellerhoffa dokonana ostatnio nowelizacja ustawy o IPN uniemożliwi zajmowanie się tym tematem. Jednak to tylko pogląd Kellerhoffa. Skąd on wie, jak będą reagować niezależni sędziowie i sędziny w Polsce? Przyszłość pokaże czy tak się stanie, że będą oni metodami prawnymi utrudniać badanie prawdy.
Moim zdaniem sędzowie wykażą się zdrowym rozsądkiem i wypracują techniki rozróżniania tekstów pisanych w dobrej wierze na temat historii ówczesnej wschodniej Polski od tekstów których jedynym celem jest zniesławianie Polski i Polaków i pomniejszenia roli Niemców w Holocauście.
Naszym zdaniem nowelizacja ustawy o IPN wprowadziła potrzebną penalizację fake news-ów które obciążają Polskę i Polaków niesłusznymi zarzutami i pomniejszają odpowiedzialność Niemców za ludobójstwo na Zydach poprzez jego relatywizowanie.
Polska bada zbrodnie przeciwko ludzkości dokonane podczas drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu w Polsce, szuka sprawców i ofiar zbrodni, niezależnie od ich narodowości. Pan Kellerhoff nie powinien się martwić o postępy polskiej historiografii. Powinien się martwić, gdyż Jego tekst jest być może czynem zakazanem zarówno przez prawo polskie jak i przez art.130 Pkt 3.niemieckiego kodeksu karnego.
Gross wprawdzie napisał książkę zionącą nienawścią do Polaków ale dzięki tej jakże stronniczej książce w Polsce rozpoczął się proces badania zbrodni na Zydach, które zostały dokonane także rękami polskimi. W latach powojennych do czasów Grossa Polacy byli w polskiej historiografii drugiej wojny światowej albo bohaterami albo ofiarami. Tymczasem część z nich to byli także sprawcy, którzy wykorzystując okazję, którą stworzyli Niemcy rozgrywali swoje porachunki z Zydami. Jednak nigdy, nawet dopuszczając się zbrodni masowych Polacy nie byli częścią holocaustu przemysłowo zorganizowanego unicestwiania narodu żydowskiego zorganizowanego przez Niemców pod kierownictwem Hitlera. Polacy nie zorganizowali ani własnych oddziałów SS, ani batalionów i oddziałów wartowniczych w obozach zniszczenia, ani własnych obozów koncentracyjnych czym zhańbiły się inne narody. Jako jedyni zorganizowali poprzez swoje państwo podziemne struktury służące ratowaniu Zydów (Akcja Zegota) i wymiar sprawiedliwości wydający i wykonywujący wyroki za kolaborację z okupantami.
Jako że tekst Kellerhoffa najwyraźniej służy klienteli, która chce wmówić światu, że nie tylko Niemcy są odpowiedzialni za holocaust na ten temat nie znajduje się u niego dosłownie nic.
W tym kilkustronicowym tekście poświęconym pogromom w czasie krótkich kilku tygodni , w których na opuszczonych przez okupantów sowieckich terenach, które zajął okupant niemiecki doszło do wybuchów nienawiści przeciwko Zydom Polacy działają wyłącznie jako zionący antysemtizmem mordercy. Nie ma tam ani słowa na temat tych innych Polaków którzy uratowali przed holocaustem kilkaset tysięcy żydowskich sąsiadów , od 10 do 15 % żydów zamieszkujących Polskę w roku 1939.Nie ma ani słowa na temat tego , że wśród Sprawiedliwych wśród Narodów świata w izraelskim instytucie Yad Vashen najwięcej jest Polaków.
Nie ma tam ani słowa na temat tego jaka sytuacja psychologiczna panowała w przededniu zaatakowania przez Niemcy Sowietów na terenie ówczesnej Polski wschodniej, którą nowa sowiecka władza terroryzowała od prawie dwóch lat. Na okupowanycch przez Związek Sowiecki terenach Polski wschodniej panowało wówczas piekło. Na skutek polityki sowieckiej doszło do niesamowitego wzrostu uczuć negatywnych w społeczeństwie polskim,nienawiści, pragnienia zemsty i odwetu za cierpienia i upokorzenia. Uczucia te kierowały się przede wszystko przeciwko swieckiemu okupantowi, urzędnikom pracującym dla nowej władzy ale też przeciwko jego pomocnikom, kolaborantom , niezależnie od ich narodowości czy wyznania. Nastąpił też wzrost nienawiści do Zydów, którzy przez ludność nieżydowską powszechnie byi uważani za szczególnie uprzywilejowaną przez sowjetów grupę.
Po wejściu wojsk niemieckich na te tereny władze niemieckie w Berlinie otrzymały raporty od swoich służb o silnym wzroście wśród Polaków nastrojów agresji i gotowości do pogromów i czystek wobec wszystkich których uważano za pomocników władzy sowieckiej.
I tak 29 czerwca 1941 szefowie oddziałów specjalnych SS, których zadaniem było dokonywanie mordów masowych w województwie Białostockim , w którym leżało prze wojną Jedwabne, Arthur Nebe, Otto Ohlendorf, Otto Rasch i Franz Walter Stahlecker otrzymali od szefa Głównego Urzędu bezpieczeństwa Rzeszy i i SD Reinharda Heydricha depeszę w której Heydrich napisał:
„Nie należy przeszkadzać w akcjach „samoczyszczenia” (jak nazywał on rzezie i pogromy –przyp. WZ) środowiskom antykomunistycznym i antyżydowskim na terenach, które zajęliśmy. Wręcz przeciwnie,akcje takie mają być inicjowane, wspierane i jeśli trzeba kierowane na właściwe tory jednak bez pozostawiania śladów, tak żeby lokalne kręgi przeprowadzające te akcje nie mogły się później powoływać na instrukcje czy polityczne gwarancje.”

(Zródło, Katrin Stoll, „die Herstellung der Wahrheit” Dysertacja na temat procesów karnych byłych członków SS w okręgu Białystok. Wydawnictwo Walter de Gruyter Berlin i Boston 2012)
Oczywiście do dokumentów takich jak ten, pokazujących sprawstwo kierownicze Niemców Kellerhoff nie dotarł, a jeśli dotarł to nam ich nie ujawnił, gdyż wyszłoby na to , że polscy sprawcy byli manipulowani.
Niemcy , członkowie oddziałów specjalnych obecni w czasie pogromu w Jedwabnie pokazywani są przez Kellerhoffa jako statyści, niewiniątka, wręcz turyści fotografujący ciekawostki, którzy na rozwój wydarzeń nie mają wpływu.
Proszę jak skutecznie działają instrukcje Heydricha po 77 latach.
Trudniej o większe pomniejszenie roli Niemców przed i w czasie pogromów takich jak w Jedwabnem
Patrole niemieckie nie pojawiły się na terenach miasteczek wschodniej Polski bez powodu.
Zadaniem Niemców było przygotowanie pogromów i zmobilizowanie Polaków do akcji przeciwko żydowskim sąsiadom. Wskazują na to instrukcje działania dowództwa niemieckiego kierowane do ich podwładnych. Wedle powszechnego przekonania badaczy pogromy bez obecności niemieckich okupantów realizujących swoją politykę mordowania Zydów byłyby na taką skalę niemożliwe.
Sprawstwo kierownicze jest jedną z form popełniania przestępstwa. Sprawca nie uczestniczy w wykonaniu przestępstwa jednak przez cały czas ma je pod kontrolą i może wpływać na jego wykonanie. Nie trzeba sobie brudzić rąk aby być sprawcą.
Wiemy że Niemcy (sonderkomando SS) byli w przededniu pogromu w Jedwabnie a może też przyglądali się wydarzeniom w dniu masakry. Mówi o tym dr. Krzysztof Persak z IPN i Instytutu Studiów Politycznych PAN w wywiadzie z Tomaszem Wiścickim opublikowanym na stronie muzeum historii Polski
Antysemityzm Polaków, Francuzów czy Węgrów jest znany historykom. Wiadomo jest , że we wschodniej Polsce antysemityzm przed drugą wojną światową był bardzo rozpowszechniony. To nic nowego.
I tam dochodziło do ekscesów i ofiar. Jednakże policja państwa polskiego broniła bezpieczeństwa także żydowskich obywateli Polski. Do zbrodni ludobójstwa na żydach w II Rzeczypospolitej nie dochodziło.
Struktury państwowe to uniemożliwiały. Do masowych zbrodni ludobójstwa na Zydach , w których brali udział Polacy zaczęlo dochodzić dopiero po zniszczeniu państwa Polskiego przez Niemcy i zainstalowaniu antyżydowskiego reżimu hitlerowskiego na terenie Polski. W związku z tym wyłączną odpowiedzialność za to , że dochodziło do zbrodni typowych dla niemieckiego antysemityzmu exterminacyjnego w którym zaczęli na terenie Polski brać udział Polacy spada na administrację niemiecką, która gwarantowała polskim uczestnikom progromów bezpieczeństwo i zachęcała ich do działań rezygnując z ochrony bezpieczeństwa Zydów.
Jak pisze Daniel Jonah Goldhagen w swojej książce „Hitlers willige Vollstrecker. Ganz gewöhnliche Deutsche und der Holocaust“, wydawnictwo Bertelsmann 1996:
„Obojętnie jak silny był antysemityzm na przykład we Francji czy Polsce, antysymityzm w tych krajach jest bez znaczenia jeśli chcemy wyjaśnić zbrodnię ludobójstwa dokonaną przez Niemców na Zydach.Dla wyjaśnienia holocaustu perspektywa porównująca antysemityzm niemiecki z innymi jest bez znaczenia. Równocześnie należy podkreślić, że antysemityzm w żadnym innym europejskim kraju nie posiadał wszystkich cech antysemityzmu niemieckiego,W gruncie rzeczy w żadnym europejskim kraju nie było antysemityzmu o cechach zbliżonych do antysemityzmu niemieckiego. (s.490)
W rzeczywistości aparat terroru Trzeciej Rzeszy wiosną 41 roku gdy kierownictwo Trzeciej Rzeszy jeszcze nie wiedziało do końca, że już niedługo podejmie akcję wymordowania wszystkich Zydów zaproponował po agresji na związek sowiecki działaczom polskiego obozu narodowego i antysemitom nieformalne przyłączenie się do niemieckiego przedsiębiorstwa holocaust.
Wynagrodzeniem miało być niemiecka zgoda na zagarnięcie części majątku pożydowskiego oraz niekaralność sprawców.
Oferta ta spotkała się z relatywnie zimnym przyjęciem polskich narodowców.
Zdaniem autora książki „ Miasta śmierci. Sąsiedzkie Pogromy żydów” Mirosława Tryczyka badacze uważają , że grupa Polaków która dała się nakłonić przez Niemców do akcji przeciwko Zydom w czasie drugiej wojny światowej nie była mała. To 50.000 do 500.000 tysięcy osób.
Czy to dużo czy mało w skali całego narodu?
Gdy zważyć, że etniczni Polacy stanowili około 30 milionów mieszkańców Polski w roku 1939 ofertą Niemców włączenia się aktywnie do procesu mordowania Zydów zainteresowało się nie więcej niż 2% populacji przy czym powszechnym wówczas był stereotyp Zyd-Bolszewik, który skutecznie spopularyzowany został przez prasę gadzinową w okupowanej Polsce.
Zdecydowana większość patriotów polskich odmówiła współpracy z okupantem, która zresztą przez funkcjonujące państwo podziemne karana była śmiercią. Na Polakach , którzy zhańbili się aktywnym uczestnictwem w mordowaniu Zydów polskie państwo podziemne wydawało wyroki śmierci, które zresztą wykonywało.
Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie może mówić o współudziale Polaków jako narodu w Holocauście z powodów rasistowskich dokonanej przemysłowymi metodami eksterminacji Zydów.
Byli natomiast Polacy, którzy dali się Niemcom zmanipulować i przyłożyli rękę do zbrodni, które współprzygotowywały niemieckie Einsatzgruppen za objetnicę bezkarności i udziału w podziale łupów a pewnie czasem też z powodów ideologicznych.
Społeczeństwo Polskie odmówiło w swojej masie przyłączenia się do eksterminacji Zydów Polskich pomimo tego , że były w nim tendencje antysemickie i część patriotów polskich uważało ,że wszyscy, którzy pomagali bolszewikom obojętnie czy byli Zydami czy Polakami zasługują na śmierć.
Kellerhoff pomija nie pasujące do jego antypolskiej narracji fakty egzekucji polskich kolaborantów sowietów, do których też doszło w tych dniach w Jedwabnem.
Perfidność metody Kellerhoffa polega na tym , że rzuca on insynuacje na wykonawców zbrodni podkreślając kilkakrotnie aby wbiło się to w głowy niemieckich czytelników, że wykonywali ją „polscy katolicy” pomniejszając rolę obecnych tam Niemców jako inicjatorów mordów i sprawców kierowniczych.
Równocześnie ukrywa się on za przekonaniem , że rzeczywisty przebieg wydarzeń po 77 latach jest nie do odtworzenia a relacje świadków są często diametralnie różne od siebie. Dlatego można bezkarnie pisać o Polakach co ślina na język przyniesie. Kellerhoff się myli.
Zarówno polscy jak niemieccy i żydowcy badacze zagłady wciąż odkrywają nowe źródła historyczne, relacje świadków, dokumenty w archiwach.Ale tworzenie prawdy „Herstellung der Wahrheit”jak to nazywa Karin Stoll to ciężka praca. To nie jest tanie poszukiwanie sensacji i manipulowanie prawdą historyczną w celach osiągania doraźnej korzyści politycznej do czego ma skłonność Kellerhoff.
To dzięki relacji żydowskiej ofiary pogromu w Jedwabnie, Szmula Wasersztejna w ogóle dowiedzieliśmy się o tym co się stało. To dzięki aktom zebranym w procesach przeciwko byłym funkconariuszom SS w okręgu Białostockim wiemy, że Szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Heydrich wydał instrukcję jak inicjować i nadzorować pogromy nie pozostawiając śladów. To dzięku ustaleniom Daniela Jonaha Goldhagena wiemy czym różnił się jakościowo exterministyczny antysemityzm niemiecki od antysemityzmów w Polsce czy Francji, to dzięki opublikowanej w 2015 roku po pięciu latach badań książce Normana Ohlera (ur. 1970) „Der totale Rausch. Drogen im Dritten Reich”(Totalny odlot. Narkotyki w Trzeciej Rzeszy) wiemy jaką rolę w Trzeciej Rzeszy odrywał crystal meth, to dzięki odkryciom Briana Marka Rigga wiemy jak wielu Zydów służyło w Wehrmachcie aby przeżyć. Rigg przyjechał z Ameryki do Niemiec aby przeprowadzić w początku nowego wieku wywiady z żyjącymi jeszcze wtedy żydowskimi żołnierzami Hitlera, które zresztą zakupione zostały na pniu przez niemieckie archiwum.
Musiał to zrobić Amerykanin, gdyż do początków nowego stulecia niemieckich badaczy nie interesowało z wiadomych powodów analizowanie niemieckich zbrodni na Zydach ani dokumentacja extermnacji Zydów przez niemieckich sprawców.
Dlatego też tak niewiele mógł w czasie swoich studiów w Niemczech dowiedzieć się na temat holocaustu studiujący w latach osiedziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku historę w Niemczech , urodzony w roku 1971 Sven Felix Kellerhoff pomimo, że wokół niego inni ludzie nawet bez studiów historycznych potrafili powiększać wiedzę o Trzeciej Rzeszy.
Dzisiaj wiemy dzięki nim dużo więcej na temat technologii zbrodni oraz roli jej różnych uczestników na terenach okupowanych przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej.
Mamy źródła, mamy świetnych fachowców, którym nie można zarzucić stronniczości.
Dlatego tak oburzającym jest , że poczytny dziennik die Welt zniża się do publikowanie nierzetelnego tekstu nieczułego na problematykę historyka na temat Polski i Polaków by obsługiwać neofaszytowskie stereotypy wedle których odpowiedzialność za Holocaust spada też na Polaków i Polskę, która jego zdaniem chce fałszować historię a przynajmniej karać za pisanie prawdy.
Czy koncernu Springera, wydawcy die Welt, nie stać na dobrze przygotowany od strony badania źródeł tekst na tak drażliwy temat jak holocaust polskich Zydów w roku 1941 na ziemiach wschodniej Polski zajętych przez Niemców po wycofaniu się okupantów sowieckich? Na pewno lepiej by było, gdyby „die Welt“ na ten temat, jako pismo niemieckie, po prostu milczał zamiast dolewać oliwy do ognia.
